wtorek, 22 października 2013

Poziom zaufania w społeczeństwie a polubowne rozwiązywanie sporów.


Podczas konferencji z okazji międzynarodowego dnia mediacji, w której uczestniczyłem w zeszłym tygodniu, jeden z moich przedmówców swoją wypowiedź, w której podkreślał znaczenie mediacji w obszarze politycznym, zakończył stwierdzeniem, że w Polsce mediacji może być ciężko się przebić, gdyż, jak dowodzą przeprowadzone w tym zakresie badania, nasz naród jest jednym z najmniej ufnych narodów w całej Europie.

Skłoniło mnie to do zastanowienia się nad tym, czy i jaki wpływ ma ogólny poziom ufności w danym społeczeństwie na szanse rozwoju polubownych metod rozwiązywania sporów w tymże społeczeństwie.

Ufam :-), że badania takie rzeczywiście były prowadzone i dały w/w rezultat. Początkowo byłem nawet skłonny szukać bardziej szczegółowych informacji odnośnie tych badań w internecie, jednak szybko dałem sobie spokój. Dlaczego?

Ponieważ zadałem sobie podstawowe pytanie, a mianowicie:

Czy te wynik tego badania, oprócz tego, że informuje nas o tym, jak ogólny poziom zaufania w naszym społeczeństwie wypada na tle całej Europy, jest w jakikolwiek sposób adekwatny do określenia szans rozwoju polubownych metod rozwiązywania sporów w tym społeczeństwie?

Według mnie nie jest wcale adekwatny z trzech powodów.

Gdzie zaufanie jest największe niemal "z definicji". 

To naturalne i dość oczywiste, że największy poziom zaufania występuje pomiędzy osobami w układach takich, jak: rodzina, przyjaciele, praca, partnerstwo w biznesie, stosunki sąsiedzkie. Jest to naturalne, bo te relacje ludzie najbardziej cenią i przywiązują do nich dużą wagę.
Jeśli zakładamy rodzinę, to z kimś, komu ufamy. Przyjaźń to relacja, która także powstaje w oparciu o wysoki stopień zaufania. W pracy spędzamy większość czasu i w pracy najbardziej liczy się możliwość wzajemnego polegania na sobie, a przecież  oczywistym jest, że nie jest to niemożliwe bez odpowiedniego poziomu zaufania. Zanim nawiążemy współpracę biznesową sprawdzamy, czy możemy sobie zaufać. Sąsiedzi to, po rodzinie, nasze najbliższe otoczenie w życiu prywatnym, i jeśli zamieszkujemy gdzieś dłuższy czas, również tworzy się relacja oparta na zaufaniu (przykładowo, nie obawiamy się zostawić u nich swoich kluczy).

Czy ktoś widziałby jakikolwiek sens przeprowadzania badania nt. poziomu zaufania w tych układach, które z definicji są oparte na wysokim stopniu zaufania? Dlatego też badanie, o którym mowa powyżej musiało dotyczyć ogólnego poziomu zaufania ludzi w społeczeństwie, zaufania do obcych ludzi bądź zaufania do polityków, do rządu, do instytucji etc.

Jednak takie badanie nie ma żadnego przełożenia na zdecydowaną większość sporów, z jakimi mamy do czynienia. 

Badanie to może mieć przełożenie na jakąś, bardzo niewielką, część wszystkich sporów, a zatem nie wydaje się, by jego wynik miał decydować o szansach rozwoju polubownych metod rozwiązywania wszystkich sporów.  

Z kim wchodzimy w spór najczęściej?

Jeśli zastanowimy się, z kim wchodzimy w spór najczęściej, to okaże się, że są to nasi partnerzy w biznesach, członkowie rodziny, pracownicy, pracodawcy, których wcześniej darzyliśmy dużym zaufaniem. Dodatkowo, spory z tymi osobami najczęściej są także najbardziej zaciekłe, ponieważ ludziom trudno jest się pogodzić z faktem, że osoby, które one obdarzyły kiedyś zaufaniem, teraz są ich adwersarzami, a niejednokrotnie największymi wrogami.

Kiedy zaufanie gwałtownie spada?

Trzecim istotnym czynnikiem jest gwałtowny spadek zaufania ludzi, pomiędzy którymi wywiązał się spór. Czymś normalnym jest wtedy brak komunikacji, ultraostrożność w wymianie informacji (a raczej jej całkowity brak), a co za tym idzie stopniowy spadek zaufania do drugiej strony sporu. Wyjściowy stopień zaufania do drugiej strony (taki, z którym mieliśmy do czynienia zanim powstał spór, i taki który udałoby się zmierzyć prowadząc w/w badanie), jest tu zatem całkowicie bez znaczenia.

A może nasz problem to nie poziom zaufania w społeczeństwie czy "legendarna" polska (nieugodowa) mentalność, ale skłonność do wyszukiwania miliona powodów, dla których coś się nie uda, zamiast dostrzeżenia jednego, dla którego może się udać i spróbowania?

Czekam na Twoje komentarze i reakcje
Dziękuje Ci za przeczytanie tego wpisu. 

Do zobaczenia w komentarzach! 

image dickuhne/ flickr

Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

piątek, 18 października 2013

W negocjacjach bądź jak FLASH - the fastest.


W zeszłym tygodniu napisałem, że słowo "NIE", które pada w rozmowach nie kończy negocjacji, ale je zaczyna. Dziś rozwinę nieco tę myśl.

"NIE" jest obecne w każdych negocjacjach. Jeśli druga strona nie ma żadnego powodu, by nam odmówić, tj. spełniłaby naszą prośbę nawet wtedy, gdy nasza próba przekonania jej do tego byłaby totalnie nieudolna, to wtedy nie mamy do czynienia z negocjacjami. Negocjacje są bowiem wówczas, gdy każda ze stron ma jakiś swój interes (swoje interesy), który w toku negocjacji stara się w jakiś sposób pogodzić z interesem drugiej strony.

Najczęściej słowo "NIE" prędzej czy później padnie w rozmowach z ust jednej bądź drugiej strony. Nie oznacza to jednak, że jeśli samego słowa "NIE" w ogóle nie usłyszymy od drugiej strony, to "NIE" (jako chęć dążenia do zrealizowania własnego interesu/ celu) w ogóle się nie pojawiło. Innymi słowy, jeśli jedna strona bardzo dobrze przygotuje się do rozmów, to jest w stanie sprawić, że słowo "NIE" nie zdąży paść z ust drugiej strony, chociaż sama chęć dążenia do zrealizowania własnego interesu/ celu ("NIE") po tej drugiej stronie była obecna. O takim negocjatorze można powiedzieć, że jest jak FLASH - the fastest.

Co rozumiem przez bardzo dobre przygotowanie? Chodzi przede wszystkim o przygotowanie się pod kątem tego, jakie interesy może mieć druga strona. Na czym może jej zależeć? Co będzie chciała osiągnąć? Wtedy - jeśli zaadresuje się taką potrzebę w odpowiedni sposób - można liczyć na to, że druga osoba uzna, że jej potrzeba została zaspokojona, a tym samym nie będzie czuła, że musi jeszcze w jakiś sposób o to zabiegać. "NIE" zostało wyeliminowane zanim ta osoba zdążyła cokolwiek zrobić w kierunku realizacji swojego interesu.

Moim zadaniem w kinowych negocjacjach było szybkie uzmysłowienie Pani, która władna była podjąć decyzję odnośnie ślimaka, że uszczęśliwiając mojego syna, kino (a i ona sama jako jego menedżer) zyska o niebo więcej niż wynosi zysk na jednorazowej sprzedaży zestawu za 18,90 zł. Czasami uda się to zrobić szybciej, a czasami, jak w przypadku moich kinowych negocjacji, zajmie to nieco więcej czasu i w międzyczasie zdążymy usłyszeć słowo "NIE".

Czekam na Twoje komentarze i reakcje
Dziękuje Ci za przeczytanie tego wpisu.  

Do zobaczenia w komentarzach! 

image JD Hancock/ flickr

Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

piątek, 11 października 2013

Słowo "NIE" nie oznacza końca negocjacji, ale ich początek.


Mój 6-letni syn Ryszard pojawił się już w kilku wpisach, dziś czas na kolejny.

Dwa tygodnie temu wybraliśmy się razem do kina na film "TURBO". Jak zapewne część z Was się orientuje, niedawno w kinach zaczęły się pojawiać "zestawy snack'owe" dla młodych widzów, na które składa się pudełko z popcornem oraz napój, który jest w tym zestawie najważniejszy. Napój jest najważniejszy, ponieważ sprzedawany jest  wraz z kubkiem, którego częścią jest zabawka z najnowszego filmu. Świetny pomysł, dzięki któremu prażoną kukurydzę i gazowany napój udaje się sprzedawać za "jedyne" ... 18,90 zł! Bez mała za tę cenę kolejna osoba śmiało wchodzi na seans.


Oczywiście wszystko jest odpowiednio wyeksponowane przed wejściem do sal kinowych, żeby dzieci nie mogły się oprzeć i ... żeby rodzice nie mogli odmówić (no bo jak?).

My nie lubimy prażonej kukurydzy i gazowanych napojów, zatem, można pomyśleć, nie ma tematu.

Ale przecież snack'i to jedno, a zabawka to drugie. I dopiero wtedy pojawia się prawdziwy dylemat. Kupić "zestaw", z którego od razu należałoby zrezygnować, ale zachować zabawkę? Sytuacja staje się dla nas rodziców jeszcze bardziej absurdalna, bo w zestawie cena jest, bądź co bądź, bardziej do zaakceptowania (czujemy, że dostajemy więcej za tę samą cenę), choć i tak przesadzona o jakieś kilkaset procent. Oczywiście samej zabawki nie można kupić, tzn. można ale trzeba zapłacić jak za zestaw, czyli nie jest ona na sprzedaż osobno za mniejsze pieniądze.

Z taką sytuacją miałem właśnie do czynienia osobiście. Po tym, jak obejrzeliśmy film, a następnie mój syn wymienił wrażenia z kolegami i koleżankami w szkole, bardzo zapragnął mieć takiego ślimaka zatyczkę do zabawy. Okazało się, że jedna z koleżanek w szkole już stała się dumną posiadaczką tej zabawki. Mój syn nawet zdecydował się przeznaczyć swoje pieniądze na ten cel i wyciągnął ze skarbonki 10 zł, bo powiedziałem mu, że pewnie tyle ta przyjemność będzie kosztować. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że tak grubo się pomyliłem. Obiecałem mu, że przy najbliższej okazji pojedziemy do kina i sprawdzimy, czy ślimaki jeszcze tam są.

Jesteśmy w kinie. Są ślimaki. Jest dobrze. Podchodzimy i pytam, czy możemy kupić samą zabawkę. Okazuje się, że nie ma takiej możliwości. Pytam, ile kosztuje w zestawie, i co takiego wchodzi w skład zestawu. Zostaję porażony ceną zestawu i tym, z czego to ów zestaw się składa. Mój syn ma smutną minę, wie już, że kwota którą przygotował nie jest wystarczająca. Ale postanawiamy się nie poddawać. Pytam panią po raz drugi, czy nie byłaby skłonna sprzedać nam samej zabawki taniej, ponieważ nie idziemy do kina, to raz, a dwa nie jadamy tego, co zawiera zestaw. Uśmiecham się miło. Pani ponownie odpowiada, że niestety nie ma takiej możliwości. Pytam po raz trzeci: "Czy naprawdę nic w tej sytuacji nie da się zrobić? Syn bardzo liczył na tę zabawkę." Pani wskazuję na swoją koleżankę i radzi mi, żebym spróbował z nią na ten temat porozmawiać. Świetnie. Jest to już jakiś sygnał i krok naprzód. Biorę wybraną zabawkę i podchodzimy do wskazanej pani. Rozmowę z tą panią rozpoczynam od tego, że jesteśmy stałymi klientami, że mojemu synowi bardzo spodobała się ta zabawka, jak byliśmy tu tydzień wcześniej, jednak nie idziemy teraz do kina, zatem nie będziemy kupować całego zestawu za 18,90 zł. Pomijam tym razem w wypowiedzi, że nie jadamy tego, co jest w zestawie. Pytam czy możemy kupić tę zabawkę osobno. Odpowiedź brzmi: "Niestety nie." Na co ja pytam: "Dlaczego nie?" "Nie mamy nawet jak tego nabić na kasę." słyszymy odpowiedź. Mój syn przygląda się całej sytuacji, jest coraz bardziej zawiedziony. Podejmuję ostatnią próbę. Pytam: "Czy naprawdę nie jest Pani w tej sytuacji nic dla nas zrobić?" I wtedy pada odpowiedź: "Chyba, że pozwolę Panom po prostu zatrzymać tę zabawkę."

Musielibyście zobaczyć, jak mój syn na mnie patrzył, jak wychodziliśmy z kina. Tego się nie da opisać. Był ze mnie naprawdę dumny!

Czekam na Twoje komentarze i reakcje
Dziękuje Ci za przeczytanie tego wpisu.  

Do zobaczenia w komentarzach! 

image grotos/ flickr

Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

czwartek, 3 października 2013

HR WELLNESS, czyli zrównoważony rozwój pracowników.


Niebawem wezmę udział w nowatorskiej inicjatywie pod nazwą HR WELLNESS CZYLI ZRÓWNOWAŻONY ROZWÓJ PRACOWNIKÓW.

Projekt ma na celu promocję harmonijnego stylu życia pracowników poprzez zaoferowanie pracownikom czegoś więcej niż jedynie typowe benefity pozapłacowe (takie jak: ubezpieczenia medyczne, karnety fitness etc.).

Zdrowie psychiczne pracownika to równie istotna sprawa, jak jego zdrowie fizyczne, dlaczego zatem nie zaoferować pracownikom możliwości wzięcia udziału w wartościowych spotkaniach z ekspertami z różnych dziedzin, dzięki którym, być może, pracownikowi uda się znaleźć rozwiązanie problemu, z jakim właśnie ma do czynienia.

W ramach mojego udziału w projekcie zaproponowałem następujące tematy:

  1. Jak wykorzystać konflikt we własnym interesie? 5 faktów o konfliktach, które warto znać.
  2. Jak skutecznie radzić sobie z konfliktami i dlaczego podejmowane próby często kończą się niepowodzeniem?
  3. Jak negocjować nie niszcząc relacji z innymi?
  4. Wszystko, co każdy powinien wiedzieć o mediacji ... i dlaczego bez tej wiedzy nic z tego nie będzie.
  5. Jak dbać o swoje interesy, odmawiać ludziom w razie konieczności i nie zrażać ich do siebie?
  6. Negocjacje z dziećmi - 5 najczęstszych błędów dorosłych.
  7. Co możesz zyskać unikając sporu sądowego? 5 zalet pozasądowego rozwiązywania sporów.
  8. Dlaczego warto się nie zgadzać? 5 niezaprzeczalnych zalet różnicy zdań.
Jestem ciekaw, które z nich zainteresowałyby Was? Pomóżcie mi proszę wskazując Wasze typy w komentarzach.

ShareThis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...